Napisany: 2026-03-09
Piękne słowa i... niewiele ponadto. Piętnaście straconych lat

Spotkanie 9 marca 2011 roku w Gospodzie Granicznej BOMBAJ w Szklarskiej Porębie-Jakuszycach, kiedy podpisano DEKLARACJĘ IZERSKĄ (fot. arch, Towarzystwa Izerskiego)
Od spotkania 9 marca 2011 roku w Gospodzie Granicznej BOMBAJ w Szklarskiej Porębie-Jakuszycach minęło 15 lat. W zaśnieżone jeszcze wówczas Góry Izerskie zjechało wiele ważnych osób. Spotkanie miało charakter uroczysty — podpisano wówczas DEKLARACJĘ IZERSKĄ. Dokument przygotowany przez Towarzystwo Izerskie, wyrażający wspólną wolę działania na rzecz rozwoju Gór Izerskich po obu stronach polsko-czeskiej granicy. Miejsce wybrano nieprzypadkowo: przełęcz — styk kultur — pogranicze — symbol. W deklaracji zapisano rzeczy duże i poważne: rozwój przedsięwzięć turystycznych, sportowych, edukacyjnych, kulturalnych i społecznych, integrację lokalnych społeczności, budowę regionalnej marki Góry Izerskie, tworzenie sieci szlaków z infrastrukturą oraz powołanie Polsko-Czeskiego Partnerstwa Forum Izerskie. Miała powstać dwujęzyczna platforma współpracy, promocji i wspólnego projektowania przyszłości regionu.
Brzmiało to wszystko imponująco! Ba, nawet rozsądnie. W materiałach towarzyszących spotkaniu wybrzmiewały konkretne wątki: ochrona lasu nie przed, ale dla człowieka, potrzeba mądrze zaprojektowanej infrastruktury turystycznej, przeciwdziałanie nieakceptowanym formom ruchu w górach, pomysł transgranicznych ścieżek konnych, rozszerzenie idei produktu izerskiego na polską stronę oraz sięgnięcie po środki przeznaczone na rozwój mikroregionów. Był więc nie tylko patos pogranicza, ale i katalog bardzo praktycznych tematów do załatwienia. Problem polega na tym, że z perspektywy czasu łatwiej dziś odnaleźć tamten entuzjazm w archiwalnych tekstach niż jego trwałe, systemowe skutki w realnej architekturze współpracy.
Podkreślenia jest warte, że to nie opowieść o ludziach, którzy dawno zniknęli z życia publicznego. Trudno więc zbyć temat wzruszeniem ramion. Część osób, które wówczas złożyły podpisy pod dokumentem nadal pełni ważne funkcje albo pozostaje aktywna instytucjonalnie. Niektórzy nadal piastują funkcje przedstawicieli organizacji, inni zasiadają w ogólnokrajowych strukturach, są pośród sygnatariuszy ludzie nadal zajmujący się (przynajmniej nominalnie) zagadnieniami turystyki. Nie odcinam się — to dotyczy także i mnie. To o tyle ważne, że nie mówimy o zapomnianym epizodzie z odległej epoki, tylko o zobowiązaniu złożonym przez ludzi, którzy przez kolejne lata mieli — i niekiedy nadal mają — wpływ na bieg spraw w mezoregionie izerskim.
Oczywiście — w pierwszym okresie coś się działo. Jeszcze przed samym podpisaniem deklaracji odbyło się robocze spotkanie izerskich działaczy w Harrachovie, gdzie idea powołania Forum Izerskiego / Jizerského fórum uzyskała aprobatę uczestników. Jesienią 2011 roku w Jizerce je zainaugurowano. W tym czasie zorganizowano również konkretne działania, choćby szkolenie wolontariuszy pn. Forum Izerskie – polsko-czeska współpraca międzysektorowa – praktyczny wymiar partnerstwa. W dwóch pierwszych latach finansowania publicznego, mechanizm jeszcze działał. Był jakiś ruch, była narracja, były wydarzenia. Był także serwis internetowy po polsku i czesku, w którym można było to i owo przeczytać.
A potem? Zaczęło się to, co dobrze w Polsce znamy. Od wielkich słów, przez skromne czyny do obumarcia idei i pozoranctwo w sferze wspomnieniowo-okolicznościowej. W późniejszych latach zaznaczaliśmy tylko pojedyncze, rozproszone ślady. Regularnej, konsekwentnie rozwijanej platformy współpracy nie było. Idea Forum Izerskiego, którego byłem i jestem wielkim orędownikiem nie zdechła całkowicie, w Towarzystwie Izerskim sztucznie ją podtrzymywaliśmy poprzez nakładanie znaczka na doroczne spotkania przy mostku na Izerze łączącym Orle z Jizerką.
W 2015 roku Forum Izerskie wprowadziłem tylnymi drzwiami do Kromnowa, przy okazji wręczenia Izerskich Kryształów (po tym jak Szklarska Poręba przestała gościć tę uroczystość nad Wodospadem Kamieńczyka).
Tego uporczywego podtrzymywania trupa nie można w żaden sposób nazwać bilansem dynamicznego partnerstwa. Raczej niepogodzeniem się z rozkładem. Patrząc na zachowane w Sieci publikacje odzwierciedlające działalność Forum, trudno czytelnikowi byłoby się oprzeć wrażeniu, że jeszcze nawet przed zakończeniem projektowego finansowania całość skurczyła się do symboliki.
I tu tkwi sedno sprawy. DEKLARACJA IZERSKA nie była przecież folderem reklamowym ani poetyckim toastem nad talerzem w BOMBAJU. Była publiczną obietnicą współpracy. Mówiła o partnerstwie, o finansowaniu, o projektach, o nowej jakości działania na pograniczu. Tymczasem po piętnastu latach trudno wskazać trwały, rozpoznawalny mechanizm spinający polską i czeską stronę w jeden operacyjny organizm. Nie widać nawet stałej, silnej platformy do współpracy między podmiotami po polskiej stronie. Nie ma konsekwentnie rozwijanej marki Góry Izerskie wynikającej z tamtego porozumienia. Nie ma aktualnie żadnego podmiotu reprezentującego mezoregion Gór Izerskich na arenie polskiej, a co dopiero mówić o międzynarodowej!
Nie ma po polskiej stronie gór żadnego rzeczywistego centrum koordynacji działań na skalę całych Gór Izerskich. Po czeskiej rzecz się ma nieco lepiej, bowiem działają tam zawodowe organizacje i jest propagowana marka VisitJizerky.
Owszem, Izerskie żyją i jakoś tam się rozwijają. Powstawały inicjatywy, rośnie turystyka, zmienia się infrastruktura, pojawiają się kolejne pomysły. Tyle że te procesy toczą się bez żadnej koordynacji, bez żadnej spójnej i przemyślanej wizji. To zbiór niepowiązanych, czasem sprzecznych ze sobą, przedsięwzięć. Nie tylko, że obok DEKLARACJI IZERSKIEJ, ale nawet WBREW niej, a na pewno nie DZIĘKI niej.
To cokolwiek dramatyczna różnica. Czym innym jest bowiem rozwój wynikający z rozproszonej pracy różnych instytucji, przedsiębiorców i społeczników, a czym innym wypełnienie konkretnej strategii.
Sam fakt, że Góry Izerskie przez te lata nie stały w miejscu, nie jest jeszcze dowodem na sukces.
Teraz będzie gorzko, ale uczciwie: DEKLARACJA IZERSKA okazała się kolejnym wekslem bez pokrycia. Nie dlatego, że zapisane w niej cele były głupie. Przeciwnie – były rozsądne i potrzebne. Okazała się pustą obietnicą dlatego, że nie zbudowano wokół niej trwałych narzędzi wykonania: regularności spotkań, odpowiedzialności instytucjonalnej, wspólnego harmonogramu, mierzalnych celów, jawnego bilansu, mechanizmu rozliczania postępów. Innymi słowy: podpis był, fotografia była, retoryka była, ale zabrakło żmudnej, mało efektownej roboty po podpisaniu.
I tak się kończy większość, jeśli nie wszystkie inicjatywy subregionalne. A ileż już ich było!
To surowa lekcja o naszym regionalnym stylu działania. Na pograniczu szczególnie łatwo zakochać się w symbolach: mostkach, przełęczach, wspólnych zdjęciach, pięknych słowach o współpracy kultur. Znacznie trudniej przez lata prowadzić nudną, systematyczną pracę organizacyjną. DEKLARACJA IZERSKA jest dziś dokumentem niemal modelowym: świetnie pokazuje, jak szybko ambitna idea może zamienić się w ozdobny papier, jeśli po uroczystości nie przychodzi etap twardego zarządzania. A przecież właśnie pogranicze, bardziej niż inne miejsca, wymaga uporu, a nie tylko entuzjazmu.
Piętnaście lat to aż nadto, by przestać wreszcie mówić o chciejstwie. Po piętnastu latach powinno się już mówić o trwałych rezultatach. Jeśli ich nie widać, należy to nazwać po imieniu. Spotkanie w Bombaju 9 marca 2011 roku pozostaje ważnym epizodem i ciekawym symbolem. Jako projekt polityczno-społeczny i instytucjonalny DEKLARACJA IZERSKA i Forum Izerskie jest zaprzepaszczoną szansą. Na pewno nie stały się punktem zwrotnym w dziejach izerskich.
Pytanie, czy w ogóle warto jeszcze o tym pamiętać? Może jedynie po to, by przestrzec kolejnych, jak zazwyczaj kończą się podobne inicjatywy. Deklaracje gór nie przenoszą. Nawet w magicznych Izerskich.
© Góry Izerskie 2006-2025
http://www.goryizerskie.pl